Walentynki zbliżają się wielkimi krokami. Postanowiłam więc i ja zabrać Was już dziś na randkę. Tylko spokojnie. Nie będzie ociekającej ze wszystkiego czerwieni i atakujących z każdej strony serduszek. Na to jeszcze macie czas i jeszcze będziecie mieli ich dość.
Lubię Walentynki, tak jak zresztą każdą chwilę, którą mogę spędzić z bliską osobą, ale jakoś nie daję się zwariować na tym punkcie. Choć ubóstwiam czerwony kolor i czuję się w nim jak diwa w tej stylizacji postawiłam na klasyczną, owianą tajemnicą, czerń, dodając jej muśnięcie szarości.
Odrobinę zadzioru zapewniają wysokie kozaki, skupiające uwagę na jednym tylko atrybucie sylwetki.
Całość nabrała wyrazistości i randkowego charakteru dzięki mocniejszemu makijażowi i pełnej życia fryzurze. Dla mnie jest to zupełnie wystarczająca mieszanka.
Jednak jeśli Walentynki są dla Was okazją do szaleństwa z pewnością znajdziecie w ofercie sklepów bardziej szalone sukienki i dodatki. Po propozycje innych stylizacji randkowych zaglądajcie również w najbliższych dniach na bloga.
Ja postawiłam na zachowanie własnego stylu, który na co dzień jest moją wizytówką. A najmocniejszym elementem stylizacji w Dzień Zakochanych powinna być Twoja pewność siebie, dzięki której Twój Mężczyzna położony na łopatki zupełnie nie zapamięta co miałaś na sobie.
Zatem z miłości do siebie przed randką zaserwuj sobie jakieś przyjemności i z doskonałym nastrojem oczaruj znów swojego ukochanego, choćby i w wysłużonej małej czarnej.
Sukienka- House
Kardigan- H&M
Buty- Stradivarius
Pasek- Pull and Bear
Bransoletki- Pull and Bear, Reserved
Serdecznie dziękuję za perfekcyjny makijaż i zdjęcia niezastąpionej Ewelinie oraz za gościnny występ na zdjęciach Mojemu Narzeczonemu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz